i dlatego przeglądam wszystkie ogłoszenia, które się na nim ukazują. Tak trafiłem na ofertę sprzedaży domu w Bieszczadach. Pokazałem go mojej narzeczonej, żeby jej uświadomić, że nie zawsze budowa domu jest najlepszym wyjściem. Czasem lepiej dom kupić niż budować, o czym tu zresztą pisałem. W tym ogłoszeniu zaciekawiła mnie cena — niecałe 200 000 tysięcy za wielki dom, a w zasadzie pensjonat!
W wakacje byliśmy w Bieszczadach i nam się podobało. Dojechać trudno, ale okolica bardzo urokliwa. Jednak zdecydować się na przeprowadzkę aż tak daleko od domu byłoby niełatwo. W końcu nawet obejrzenie tego domu wymagałoby wielogodzinnej podróży samochodem. I to pewnie nie jednej… Zresztą kupić ten dom i tak nie bylibyśmy w stanie, bo za jakie pieniądze. Jeśli wziąłbym kredyt, to kto by tam mieszkał, jeśli ja musiałbym pracować w Warszawie? Kto by go pilnował? Mógłbym sprzedać działkę, ale na pewno nie jest warta aż 200 000 PLN, choć ma prawie 3/4 hektara powierzchni…
Ania nie dała się łatwo przekonać, więc obiecałem jej, że drugi dom zbudujemy już gdzieś w górach.