Krytycznie o budownictwieTechnologie, materiały i projekty budowlane

Po co komu dom na lata?

Polacy są bardzo mocno związani ze swoimi domami. Głównie przez kasę zapomogowo-pożyczkową banki i kredyty hipoteczne do końca zawodowego życia. Ale także pod względem emocjonalnym. Nic więc dziwnego, że chcą zawsze zbudować dom na lata.

Statystycznie rzecz ujmując, Polak w swoim życiu buduje mniej więcej jeden dom. Ten jeden dom buduje gdy wkracza na szczyt swoich możliwości finansowych. Gdy uda mu się dostać jakikolwiek atrakcyjny kredyt hipoteczny. Czyli w wieku 30-40 lat. Zanim spłaci kredyt, minie kolejne 20-40 lat, czyli pracować na raty będzie mniej więcej do 70 roku życia (a więc dłużej, niż zmuszałby go do tego ZUS). 

Trudno się więc przeciętnemu zjadaczowi chleba z mrożonego ciasta dziwić, że chce mieć dom na lata. Taki, który będzie mu służyć do końca życia. A może także i jego następcom.

Ale w ocenie autora tego bloga jest to błąd.

Po pierwsze dlatego, że potrzeby mieszkańców domu zmieniają się na przestrzeni ich życia.

Gdy mamy małe dzieci, chcemy mieć dla nich bezpieczny plac zabaw przed domem, by mogły bezpiecznie spędzać czas pod okiem mamy w kuchni.

Gdy mamy dorosłe dzieci, możemy chcieć wydzielić dla nich (albo przynajmniej dla jednego z nich) choć dwa pokoje, kuchnię i łazienkę, by ułatwić im start w życiu. By nie potrzebowały wynajmować mieszkania na rynku. Ani brać kredytu.

Gdy jeździmy z dziećmi do szkoły i na zajęcia pozalekcyjne, potrzebujemy dwóch samochodów. I garażu na dwa samochody.

Gdy jesteśmy na emeryturze, jeździmy jednym samochodem, a chcemy mieć dom mały, tani do ogrzania i łatwy do posprzątania. I nie chcemy mieć dużego trawnika, oraz wielu roślin ozdobnych, bo trzeba je pielęgnować, a kto ma na to siłę.

Po drugie dlatego, że łatwiej zbudować dom na dziś, niż na lata. Łatwiej umieścić w domu wszystkie te funkcje, których potrzebujemy dziś, niż próbować znaleźć kompromis między funkcjami, które potrzebne nam będą na przestrzeni całego naszego życia.

Po trzecie dlatego, że dom mały, odpowiadający potrzebom inwestorów można zbudować taniej, niż duży, który na razie im potrzebny nie jest, ale za kilkanaście lat może będzie. Może, bo przecież wcale nie wiadomo, czy nasze dorosłe dziecko będzie chciało z nami mieszkać, prawda?

I tym sposobem okazuje się, że Polak jest uwięziony w stworzonym przez samego siebie paradoksie domu na lata.

Nie kupi ani nie zbuduje kilku domów w ciągu życia. Obawia się (zresztą słusznie), że nie zdąży spłacić kilku kredytów hipotecznych. Chce więc mieć jeden dom, który wystarczy mu na całe życie. I bierze kredyt hipoteczny, któremu mógłby nadać imię, bo stanie się członkiem jego rodziny. Równoprawnym, a może nawet ważniejszym od dzieci, bo na raty kredytu pieniądze muszą znaleźć się w pierwszej kolejności.

Lepiej byłoby, gdyby Polak zmieniał w ciągu życia dom kilka razy. W ślad za tym, jak zmieniają się jego potrzeby i możliwości. Gdy wystarczy mu mały, niech zbuduje taki, oszczędzi na kredycie. Gdy zapragnie mieć większy, niech kupi większy, a mały sprzeda. Kredyt hipoteczny będzie mniej dotkliwy. Bo przecież im krótszy okres spłaty kredytu, tym mniej się bankowi oddaje.

I okaże się potem, że Polak zamiast oddawać bankowi 1 mln zł na przestrzeni 40 lat życia (kredyt na 300 000 zł na 40 lat), odda tylko 600 tysięcy (biorąc kilka mniejszych i krótszych kredytów).

No ale Polak jest mądry po szkodzie. Czyli gdy jest już stary i nie ma sił na budowę odpowiedniego domu. A młodzi go przecież słuchać nie będą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *