Krytycznie o budownictwieTechnologie, materiały i projekty budowlane

Co 2014 r. zmieni w energooszczędności polskich budynków?

Od 01.01.2014 r. rozpoczęła się spora zmiana w polskim budownictwie. Rozłożona na kilka kolejnych lat, ma docelowo doprowadzić nasze budynki do stanu bliskiego pasywnym, a z całą pewnością — do prawdziwej energooszczędności.

Prawdziwej, bo bardzo często mianem energooszczędnych określa się budynki spełniające jedynie minimalne wymagania dotyczące energooszczędności, wyznaczane przez polskie przepisy budowlane. Energooszczędne to one są — ale tylko w porównaniu do budynków sprzed lat. Ale nic w tym dziwnego, skoro w Polsce tak naprawdę nie wiadomo, co oznacza, że budynek jest „energooszczędny”. Jak dla mnie — wymaga do eksploatacji mniej energii, niż typowy, budowany w danym czasie.

Zmiany zainicjowało rozporządzenie ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej z 05.07.2013 r., zmieniające rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (Dz. U. z 2013 r., poz. 926). Umieszczono w nim trzy ciekawe tabelki, określające to, jak bardzo polskie domy mają być oszczędne.

Pierwsza określa maksymalną wartość wskaźnika EPH+W (określającego roczne obliczeniowe zapotrzebowanie budynku na nieodnawialną energię pierwotną do ogrzewania, wentylacji i przygotowania ciepłej wody użytkowej), w odniesieniu do 1 m² powierzchni ogrzewanej w budynku rocznie. Wskaźnik ten znajdziemy w każdej charakterystyce energetycznej budynku. Jego maksymalną wielkość określa poniższa tabelka.

Rodzaj budynku Cząstkowe maksymalne wartości wskaźnika EPH+W na potrzeby ogrzewania, wentylacji oraz przygotowania ciepłej wody użytkowej [kWh/(m²rok)]
od 01.01.2014 od 01.01.2017 od 01.01.2021
Budynek
mieszkalny:
a) jednorodzinny
b) wielorodzinny
 
 
120
105
 
 
95
85
 
 
70
65
Budynek zamieszkania zbiorowego 95 85 75

Kolejne tabelki pokazują zmiany maksymalnego dopuszczalnego współczynnika przenikania ciepła dla zewnętrznych przegród pomieszczeń, w których temperatura zewnętrzna jest powyżej 16°C. Czyli — dla ścian, stropów, podłóg, itd. Najciekawsze zmiany dotyczą tych w poniższej tabelce.

Rodzaj przegrody Współczynnik przenikania ciepła UC(max) [W/(m²K)]
od 01.01.2014 od 01.01.2017 od 01.01.2021
Ściany zewnętrzne 0,25 0,23 0,20
Dachy, stropodachy i stropy pod nieogrzewanymi poddaszami lub nad przejazdami 0,20 0,18 0,15

Zmiany dotyczą też przeszkleń i drzwi w przegrodach zewnętrznych pomieszczeń o temperaturze ≥16°C. Dla nich współczynniki przenikania ciepła też będą musiały być niższe (lepsze), wedle poniższej tabelki:

Okna, drzwi balkonowe i drzwi zewnętrzne Współczynnik przenikania ciepła U(max) [W/(m²K)]
od 01.01.2014 od 01.01.2017 od 01.01.2021
Okna (z wyjątkiem okien połaciowych), drzwi balkonowe i powierzchnie przezroczyste nieotwieralne: 1,3 1,1 0,9
Okna połaciowe: 1,5 1,3 1,1
Drzwi w przegrodach zewnętrznych lub w przegrodach między pomieszczeniami ogrzewanymi i nieogrzewanymi 1,7 1,5 1,3

Co z tych zmian wynika (i dlaczego niewiele)?

Mam bardzo mieszane uczucia, czy powinienem być zwolennikiem tych zmian, czy też raczej ich przeciwnikiem.

Z jednej strony podoba mi się to, że państwo zmusza ludzi do budowania ścian oklejonych coraz grubszą warstwą styropianu. To daje im później niższe rachunki za ogrzewanie, nawet przy rosnących cenach paliw i nośników energii, więc jest dla inwestorów korzystne.

Z drugiej strony buntuję się przeciwko zabranianiu ludziom podejmowania błędnych decyzji. Wydaje mi się, że raczej dążenie do energooszczędności powinno odbywać się na rynkowych warunkach, ewentualnie ze wspomaganiem ze strony akcji informacyjnych, a nie nakazów i zakazów.

Natomiast fakt wymuszania na inwestorach niskiego wskaźnika dotyczącego zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną (EP) jest w mojej ocenie zupełnie chybionym pomysłem.

Gdybym to ja miał wymyślić, jak dojść do lepszych standardów dotyczących energooszczędności, zrobiłbym to z pewnością inaczej — być może lepiej.

Niskie współczynniki przenikania ciepła przez ściany, okna, dachy — jak najbardziej jest korzystne. Już dziś opłaca się wznieść budynek o lepszych parametrach, niż tylko te wynikające z przepisów (do końca ubiegłego roku wystarczył współczynnik U = 0,3 W/m²K, dziś potrzeba mieć U≤0,25 W/m²K).

I wystarczyłoby bardziej uwypuklić tę „opłacalność”.

Bo przecież nie tylko inwestorowi i państwu powinno zależeć na tym, by budynek zużywał mało energii, czyli był tani w eksploatacji. Dla banku niższe koszty utrzymania to większa szansa spłaty kredytu hipotecznego, a zatem to i w jego interesie być powinno, by te wskaźniki były niskie.

Z całą pewnością jednak nie powinniśmy patrzeć na EP, bo zapotrzebowanie na nieodnawialną energię pierwotną jest parametrem bezwartościowym. Dom może być słabo ocieplony, ale ogrzewany biomasą (drewnem kominkowym), to w zupełności wystarczy. Nawet jeśli kominek ma tylko ogrzewanie wspomagać, możemy przypisać mu największy udział w zaopatrzeniu domu w ciepło (papier jest cierpliwy), co znacząco poprawi wskaźnik EP.

Dlatego należałoby kłaść nacisk na wskaźnik EK, czyli zapotrzebowanie na energię końcową — czyli innymi słowy energię, za którą pod postacią prądu, węgla, drewna i gazu ziemnego płacimy.

Wystarczyłoby na pierwszej stronie świadectwa charakterystyki energetycznej uwypuklić właśnie ten wskaźnik, jako najistotniejszy.

A tak — wyszło jak zwykle.

Rok 2014 zaś nie zmieni prawie nic, bo zmiany w parametrach ścian są kosmetyczne, a EP i tak można naciągnąć na świadectwie, by wyszło poprawnie. 🙁

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *