Czy wiesz, że przy odrobinie wysiłku można zbudować dom zupełnie pozbawiony kominów?!
Część ludzi uważa, że dom koniecznie musi być wyposażony w komin. Że dom bez komina wygląda jak kurnik. Z takimi wypowiedziami się nie dyskutuje, bo to kwestia gustu. Tak samo są ludzie, którzy uważają, że dom bez kolumn przed wejściem też wygląda jak kurnik. Nie mnie oceniać.
Rezygnacja z kominów pozwala nieco przyspieszyć budowę domu a także nieco obniżyć jego koszty. Dzieje się tak, bo:
- murarze mają mniej roboty,
- zużywają też mniej materiału,
- łatwiejsze jest projektowanie więźby dachowej (krokwie nie muszą omijać kominów),
- cieśle szybciej też ją zmontują,
- pokrycie dachowe też jest prostsze do wykonania, bo nie trzeba wykonywać precyzyjnych detali obok komina,
- no i zużywa się mniej materiałów — zarówno blachodachówki (mniej cięcia to mniej odpadów), jak i dachówki (zwłaszcza wyspecjalizowanych detali, droższych od zwykłych dachówek).
Gra wydaje się być warta świeczki. Jak więc zrezygnować z kominów?
Kominy w domu pojawiają się w dwóch rodzajach. Po pierwsze, jako kominy wentylacyjne, element niezbędny do poprawnego działania tzw. wentylacji grawitacyjnej. Po drugie, jako kominy spalinowe (lub dymowe), niezbędne do odprowadzania spalin z źródła ciepła dla instalacji centralnego ogrzewania.
Kominy wentylacyjne wyrzucić jest łatwo, wystarczy zamontować w domu instalację wentylacji mechanicznej z rekuperacją lub bez niej. Przy okazji ogranicza się straty ciepła na wentylację.
Kominy spalinowe (dymowe) wyrzucić jest trudniej, bo to mocno ogranicza liczbę możliwych do wyboru źródeł ciepła. Będą to bowiem:
- dowolne ogrzewanie elektryczne,
- pompy ciepła,
- ale też gazowe kotły kondensacyjne.
O dwóch pierwszych nie ma co wspominać. Kotły kondensacyjne zaś mogą mieć wyprowadzenie spalin na zewnątrz domu przez otwór w ścianie.